Historia o szachach

Kiedy byłam małą uroczą dziewczynką, lubiłam bawić się ze Sławkiem z domu naprzeciwko. Sławek był rok ode mnie młodszy, więc dopóki nie chodził do szkoły, było spoko, ale jak poszedł do pierwszej klasy, nie chciał już bawić się ze mną w soboty. Sławek w soboty grał w szachy.

Kiedy przyszłam którejś soboty rano do Sławka z pytaniem, czy wyjdzie na dwór, a on był w szkole na szachach, jego ojciec zaproponował, że nauczy mnie grać. Tydzień później mogłam już iść ze Sławkiem na szachy. To chodzenie na szachy, na turnieje, na turnieje warcabowe przy okazji też, trwało całą podstawówkę.

Były wzloty i upadki. Przez wszystkie lata przekładaliśmy się ze Sławkiem w pojedynkach – najpierw wygrywał on, więc musiałam się doszkolić i nauczyć czegoś nowego, gdy go zaczynałam ogrywać, on ćwiczył więcej i mi dokładał. I tak w nieskończoność. Jego ojciec miał z nami niezły ubaw.

Ostrożność

Na turniejach szachowych jest taka zasada, że im lepiej grasz, tym wyższą masz „deskę”, czyli przy pierwszej szachownicy grają najlepsi. Comiesięczny turniej Grand Prix w nieistniejącym już Domu Kultury „Kolejarz”, gromadził zawodników na kilkadziesiąt desek. Po pewnym czasie znaliśmy się już, wiedzieliśmy kto ile może, spotykaliśmy się w pojedynkach wielokrotnie. Raz miałam dobry dzień. Byłam skupiona i udało mi się wygrywać rundę za rundą tak, że w przedostatniej wylądowałam na wysokiej, wcześniej nieosiągalnej dla mnie szachownicy. Znałam przeciwnika. On mnie też. Wiedziałam, że jego armia rozjedzie moją w drobny pył.

Postanowiłam bronić się jak najdłużej

Zająć centrum, nie odsłonić króla, wyprowadzić figury, nie atakować. Odpierać ataki. Czekać na śmierć. Umrzeć godnie. Nigdy nie poddawałam partii – uważałam, że lepiej nauczyć się czegoś od lepszego od siebie, niż uciekać.

Tej partii też nie poddałam, chociaż porażka była pewna. Wiedzieliśmy to oboje. Bartek z każdym posunięciem, atakował zajadlej. Jak nie z lewej flanki, to z prawej. Starałam się utrzymać linie obronne, zbijałam atak za atakiem, czas mijał. Kilka osób skończyło już grę – uff, nie będzie to najszybsza porażka świata, obroniłam honor. On miał wyższą kategorię, grał w klubie, miał trenera, o którym ja mogłam pomarzyć.. i marzyłam.

Rozejrzałam się po sali, większość już skończyła grę, czas zbliżał się do końca. Spojrzałam na przeciwnika, zaczął się denerwować i wtedy dopiero zrozumiałam..

..wypstrykał się z figur

mam mega przewagę na desce. Mój zabunkrowany król kontra jego goły król. Moje stabilne, dobrze bronione, obwarowane pozycje kontra rozsypane resztki armii przeciwnika. Wyglądało prawie dobrze.

Czas

..był po jego stronie. Grał szybciej i zdecydowniej, więc teraz to on musiał przetrwać do momentu, w którym czerwona wskazóweczka mojego zegara opadnie i przegram na czas. Musiałam opuścić bezpieczne warownie i zaatakować. I nie wkopać się.

To był moment zmiany taktyki

z „przetrwać jak najdłużej” do „szybko już kończ”. To jest ten moment, w którym nie można już się pomylić bez poważnych konsekwencji.

Popełnić błąd to przegrać.

Nasza partia była ostatnia w tej rundzie..

..co oznacza, że wszyscy koledzy i wszystkie koleżanki, skończywszy swoje, przyszli pooglądać pojedynek nierównych przeciwników – byłam duuuużo słabsza! Stanęli wianuszkiem przy naszej szachownicy i obserwowali. Pojedynki szachowe obserwuje się w ciszy i napięciu. No.. przynajmniej ja byłam wtedy mooooocno napięta.

Wygrałam tę partię

co było bardzo traumatyczne dla mojego przeciwnika. Dwa lata czekał na rewanż i zrewanżował się. Ale tak naprawdę to nie to było ważne, że wygrałam. Ważne były te momenty, w których przyjmowałam swoją taktykę i strategię, kiedy trzymałam na wodzy emocje, gdy stosowałam dobre praktyki, wiedząc, że mi pomogą, chociaż nie miałam planu na zwycięstwo. Stosując dobre praktyki i trzymając się zasad, dajemy sobie szansę na sukces. W każdej dziedzinie życia.

Życie zaskakuje

tak samo, jak zaskoczona byłam w tamtej partii. Tak samo, jak zaskoczona byłam, gdy sama na innym turnieju przegrałam z kimś dużo słabszym od siebie z tego samego powodu: zlekceważyłam przeciwnika. Nigdy nie lekceważ nic i nikogo. W życiu trzeba być dokładnym.

Szachy i programowanie

Te dwadzieścia pięć lat temu, gdy siadałam pierwszy raz do turniejowych szachownic, nas dziewczyn nie było w ogóle widać ani na zawodach, ani na treningach. W ogóle było nas, szachistów płci wszelakiej, mało. Panowało przekonanie, że szachy są elitarne, że mózg trzeba mieć gigantyczny, by w nie grać, że są bardzo trudne, że zasady są skomplikowane, że trzeba wszystko umieć przeliczać w pamięci. Każdy mówił z szacunkiem o tych, co grali, ale mało kto odważał się próbować. Nie wiem dlaczego! Nie pojmuję tej postawy!

Dwadzieścia lat później grają w szachy w większości przedszkoli i szkół. Wszyscy. Prawie wszyscy. Może dorośli jeszcze nie tak bardzo, ale dzieciaki dość już powszechnie. Michał mówi, że do podstawy programowej nawet wprowadzono szachy w ramach edukacji matematycznej.

Teraz tak, jak dawniej o szachistach, mówi się o programistach. Jakby to było jakieś nie-wiadomo-co. Ostatnio dowiedziałam się nawet, że są programiści i „zwykli ludzie”! Pfy!

Nie przegapcie swojej szansy. Uczcie się zasad programowania, łapcie wiedzę. Naprawdę wiele można nauczyć się za free tylko dlatego, że ma się internet w domu.

Czego uczy programowanie?

Mniej więcej tego samego, co szachy. I daje też masę radości twórczej.

Programowanie:

  • nauczy cierpliwości
  • nauczy wytrwałości
  • nauczy radzić sobie z błędami
  • nauczy przyjmować porażki
  • pokaże jak skutecznie prosić po pomoc
  • i jak skupiać się na zadaniu
  • kształtuje dobre postawy wobec problemów, które pozwalają je potem rozwiązać
  • uczy podejmować wyzwania
  • i być pragmatycznym
  • ..i wiele, wiele więcej.

Zacznij programować jak najszybciej. Serio warto! Tak, jak warto było grać w szachy, chociaż dopiero dzisiaj mówi się głośno o tym, że to szachy rozwijają nas, a nie my musimy być „jacyś”, by móc w nie grać.

O szachach fajnie mówi Michał

a programowania nauczysz się na moim bezpłatnym kursie. Nauczę też więcej niż programować, nauczę postawy programistycznej, która sprawdza się w życiu tak samo dobrze, jak w kodzie. Pozwala wygrać z silniejszym od siebie!

One thought on “Historia o szachach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *