Rwij i nie patrz na dno

Ostatniej niedzieli rwaliśmy porzeczkę, co przypomniało mi dzieciństwo w sadzie wiśniowym. Sad otoczony był płotem, wzdłuż którego rosły krzaki porzeczki. Nie wiem, ile tych krzaków mogło otaczać półtora hektara ziemi, ale z mojej dziecięcej perspektywy było tego mnóstwo. A wiśni! Szkoda gadać! Bardzo, bardzo wiele! To tam dostałam lekcję, z której korzystam do dzisiaj.

Moi Rodzice, na jakimś etapie uznali, że pora, żebym zaczęła pracować z nimi, a nie tylko bawić się, wspinać po drzewach i huśtać na linowych, własnoręcznie wykonanych huśtawkach. Dali mi wiaderko i powiedzieli, że mam je napełnić porzeczkami, zanim będę mogła iść do zabawy. To było dawno temu, a wiaderko było OLBRZYMIE, nie masz pojęcia, jak WIEEEEELKIE. Serio. Takiego wielkiego półtoralitrowanego wiaderka to ja w życiu nie widziałam! W życiu! Ono było normalne bez dna, mieszkał w nim potwór, który pożerał cokolwiek do niego wrzuciłam, było straszne, przytłaczające, nie do przejścia!

Smaczku dodaje sytuacji to, że ja sama nigdy podczas zbiorów tych porzeczek, czy wiśni, nie jadłam. Dlaczego? Bo nie lubię. Nie lubiłam i nie lubię. Potrafiłam – później już, gdy byłam starsza – rwać dwa tygodnie dzień w dzień po wiele godzin wiśnie, w setkach kilogramów, i nie zjeść ani jednej! ŻADNEJ!

Więc porzeczek też nie jadłam, a jednak nijak nie byłam w stanie ich narwać. Wszyscy dookoła wysypywali wiaderko za wiaderkiem, znoszono z pola skrzynkę za skrzynką, a ja stałam i „rwałam” i nic. W końcu Mama w wirze pracy, rzuciła okiem i mówi słowa, które zawsze brzmią mi w duszy, gdy staję na wprost takiego wielkiego, przekraczającego moje pojęcie zadania. Powiedziała:

Kasia, przestań już w końcu zaglądać do tego wiaderka! W ogóle do niego nie patrz! Nie sprawdzaj, czy widać dno, czy nie widać. Zrób tak: postanów sobie, że przez pół godziny będziesz rwać porzeczki i ani razu nie spojrzysz do wiaderka. Weź sobie haczyk i je powieś sobie przy pasku, albo na sznurku powieś na szyi tak, żebyś mogła do niego sięgnąć bez spoglądania i rwij, nie patrząc, przez 30 minut, OK?

Posłuchałam jej. Bardzo ciężko było mi nie spoglądać. Naprzeciwko pracował Karol, który miał zegarek na ręce. Wypatrywałam na nim tych 30 minut. Po pewnym czasie patrzyłam już na krzak i szukałam czerwonych kuleczek. Zauważyłam, jak podnoszą się gałązki, z których zdejmuje się ciężar owocu, jak czerwony i kolorowy krzak zaczyna być zielony, tylko zielony, a nie zielony w czerwone koraliki, jak się zmienia. W końcu zaczęłam pracować, zamiast myśleć o pracowaniu, szacować ilość pozostałej pracy, wypatrywać dna, czy już zakryte czy jeszcze nie. Zaczęłam robić robotę.

Jak się robi robotę?

W zasadzie nie ma w tym nic skomplikowanego. Najpierw określasz cel: jedno wiaderko, skrzynka, dwa krzaki, do wieczora – coś trzeba wybrać. Potem przygotowujesz sobie narzędzia, żeby było to w miarę wygodne: wiaderko na sznurku, albo na haczyku zawieszone u pasa, skrzynka w pobliżu, podjeżdżasz autem, żeby nie nosić hektarami tych skrzynek. A potem już po prostu rwiesz. Nie liczysz jaka jest cena na skupie, nie sprawdzasz, czy już masz połowę, czy ćwierć, bo to pracy nie przyśpiesza, hamuje raczej. Robisz swoje. Wykonujesz te proste małe kroki, które wcześniej zostały rozpisane. Bo plan warto mieć 🙂

Co ja teraz zrywam?

Mam wizję celu: programowanie będzie narzędziem własnego rozwoju, kształtowania charakteru i / lub zarabiania pieniędzy dla każdego, kto będzie chciał rozwinąć się w tej dziedzinie. Wytłumaczę je. Wytłumaczę na czym polega postawa programistyczna, która pozwala żyć lepiej, podejmować lepsze decyzje i być w lepszej wersji swojego życia.

Mam rozpisane kroki:

  • co piątkowe posty o #jedenasta37, w których przekazuję swoją wiedzę i doświadczenie
  • kurs programowania, który jest jednocześnie ćwiczeniem określonego sposobu myślenia i właśnie postawy – praktyka m.in. tego, o czym piszę na blogu
  • warsztaty rapid w realu – bomba ćwiczeń rozwijających kompetencje analitycznego myślenia, strategicznego podejmowania decyzji, komunikatywność, w oparciu o umiejętności programistyczne

I mam robotę do zerwania z krzaka koralik po koraliku:

  • napisać kolejny post – in progress
  • napisać kolejny odcinek kursu – in progress
  • przenieść blog na domenę matkaprogramistka.pl – done
  • odpalić platformę z kursem – done
  • napisać info do zaprzyjaźnionych stron i grup z prośbą o promocję i zasięgi – bardzo ważne i mentalnie trudne 🙁
  • odpisać na maile Kursantek i Kursantów – done
  • podpiąć adres mailowy pod domenę
  • … i tak dalej, i tak dalej

A Ty?

Masz swoje porzeczki do urwania? Masz swoją górę, na którą wchodzi się krok za krokiem, bez mierzenia i sprawdzania, a jedynie systematycznie, po kawałku, nieustępliwie? Co nią jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *