Podsumowanie kilku miesięcy pracy Matki Programistki

Minęło kilka miesięcy od startu projektu Matka Programistka i przeszłam już chyba wszystkie klasyczne etapy: początkowy zapał i podniecenie wizją, masa pracy wrzuconej na początku, odsianie części zadań jako niepotrzebnych, atak sił nieczystych na moje serwery, skupienie się na produkcie i zwątpienie, czy to ma sens. Teraz trzeba wejść w kolejny etap, a to oznacza zmiany. Zobacz, co planuję i dlaczego!

Po pierwsze mega sukces – kurs programowania!

To jest moc! Ogłosiłam zapisy na kurs programowania mailowy i zgłosiło się 400 osób! Zaraz drugiego dnia musiałam wyłączyć powiadomienia mailowe o nowych subskrypcjach. Kolejnym etapem było stwierdzenie ze zdziwieniem, że nie wiem skąd przyszli ludzie, którzy się zapisali (pora na narzędzia analityczne?), a na końcu to nawet przystopowałam z ogłaszaniem się, żeby zdążyć z odpisywaniem na maile i pytania. W końcu to kurs z mentorem!

Z kursem to jest taka sprawa, że zawsze chciałam go prowadzić, miałam jedynie wątpliwość co do formy. Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze ziemia była płaska i podpierał ją wielki żółw, myślałam, że to będzie stacjonarna szkoła, że wynajmę sobie salę w pobliskiej podstawówce czy gdzieś i tam będę uczyć. Ale to było sto lat temu! Teraz natomiast wszyscy mówią, żeby filmy nagrywać, bo tylko filmy ludzie oglądają, i przez lata mnie to stopowało w rozpoczęciu pracy, bo zrobić kurs video to już sprzęt, składanie, gadanie.. a ja wiem, że moją najmocniejszą stroną jest pisanie, a mówienia to ja jeszcze muszę się pouczyć. Długo się wahałam, aż w końcu czwarte dziecko przychodząc na świat, przyniosło mi trochę odwagi i postanowiłam zacząć od tego, co naprawdę umiem, bez inwestowania godzin (których nie mam) w pracą nad rzeczami, które nie są najważniejsze. Najważniejszy jest kurs: wiedza, konspekt, mięso. Oczywiście, że planowany jest rozwój w kierunku audio / video i pewnie nastąpi on szybciej niż się spodziewałam, ale to już będzie rozwój, a nie start z wysokiego C od razu.

Właśnie, taki mniej więcej (bo nie chcę się rozpisywać nad mniej klarownymi pomysłami) dalszego rozwoju Akademii Matki Programistki:

  1. skończyć kurs podstawowy PHP;
  2. kolejne kursy, żeby dać większą wartość i wiedzę z danego zakresu – PHP zaawansowany, potem pewnie wzorce, frameworki itp;
  3. kursy rozwijające ten core, czyli wszystko dookoła, czego programista też potrzebuje: git / git workflow, composer, mysql, html itd. – tutaj jestem otwarta na współpracę z innymi specjalistami, więc jeśli masz ochotę stworzyć kurs, daj znać. Opracujemy konspekt, rozbijemy zadanie na mniejsze, jeśli trzeba to pomogę i będziesz Autorem kursu! A może współautorem? Może będziemy mieli zespół ekspercki? Chodź do nas!
  4. przejście od uczenia się teorii i robienia zadanek do robienia projektów w zespołach projektowych – będziemy robić projekty non-profit z moimi kursantami w niewielkich kilkuosobowych zespołach – być może tutaj uda mi się nawiązać współpracę z firmami, które chcą robić coś więcej niż tylko szmal: włączyć się w kształcenie kadry i dać coś organizacjom i ludziom, których nie stać na super aplikacje, a bardzo usprawniłyby one im czynienie dobra? Bo dobro zawsze wraca!

Pisanie bloga matkaprogramistka.pl

Założyłam sobie pisanie jednego postu tygodniowo i jak do tej pory to się udaje. Jestem z siebie dumna, bo bałam się, że może zabraknie mi tematów albo nie dopilnuję, tymczasem wszystko działa! Ale…

..ale pisanie jednego posta tygodniowo jest bardzo dużym obciążeniem czasowym, a nie przekłada się bezpośrednio na wyniki – to raczej długoterminowe działanie. Postanowiłam, że od teraz na blogu będzie pojawiał się jeden post na 5 tygodni. Po co? Po to, żeby więcej czasu poświęcić na pisanie kursów, uczenie i mentoring! To jest coś, co chcę robić całą mocą, a pisanie bloga tę moc osłabia. Co Ty na to? Kurs czy posty bardziej Cię kręcą?

Trzecia rzecz, wcale nie mniej ważna – finanse

W Polsce o finansach raczej nie mówi się otwarcie, chyba, że komuś udało się dokopać do swojej góry złota, to wtedy nieraz ujawnia stan posiadania i drogę dojścia. To jest mega, mega motywujące dla innych, małych żuczków, które dopiero startują w marszu do góry złota, jak ja.

Pieniądze, które zostały włożone w rozwój Matki Programistki są śmiesznie małe, bo postanowiłam utrzeć nosa swojemu perfekcjonizmowi i maksymalistycznemu podejściu, więc zaczęłam z niczym i bez budżetu, z założeniem, że tak jest lepiej, bo mniej się człowiek skupia na rzeczach dookoła, bardziej na treści. Wierzę głęboko, że za rok będę się łapać za głowę i mówić: „nie no, jak ja mogłam tak to przepuścić, czy naprawdę nie można było skontaktować się z grafikiem, redaktorem, specjalistą seo (…)?!”. Tak, mam nadzieję, że zespół projektu Matka Programistka powiększy się o ludzi, którzy świetnie robią to, co ja robię tak sobie, ale na razie budżet jest minimalny i opłacam tylko rzeczy konieczne. Jaki to budżet?

Do tej pory wydałam niecałe dwa tysiące złotych, dokładnie: 1690,95 zł. Z czego wróciło z abonamentów, które kupiliście 381,92 zł, czyli trochę ponad 20%. Bardzo dziękuję tym osobom, które mnie wsparły, chociaż wcale nie musiały. Zdaję sobie sprawę z tego, że te kwoty nie robią wrażenia i to też obszar nad którym pora popracować bardziej. M.in. dlatego rezygnuję z postów, które tworzą i kształtują postawę, ale nie przekładają się na bezpośrednią, twardą, techniczną wiedzę Czytelników, a tym samym nie dają Wam czegoś, co można łatwo przełożyć na kasę. Myślę, że posłucham rady Iwony z Dev vs. Admin i założę konto Patronite dla bloga. Ma to tę dobrą stronę, że zobaczę wtedy jaśniej czego tak naprawdę szukacie 🙂
Wciąż korci mnie wprowadzenie płatnych VIPowskich produktów czy konsultacji, ale kłóci się to z moim podejściem: chcę, żeby programowanie było dostępne i mogło być rozrywką dla umysłu. Warto przecież ćwiczyć głowę, warto myśleć, analizować i programistycznie podchodzić do życia. A ja chcę dawać ludziom to, co jest warte dawania, po to, żebyśmy byli silni jako wspólnota, jako my. Bo nikt nie jest samotną wyspą.
Dobra, znowu płynę. Długo mogłabym mówić o takich motywacjach, trzeba robić, nie mówić 🙂

Tak naprawdę prawdziwą finansową stratą nie jest to, co ja wydaję na rozwój Matki Programistki, ale to, czego ja nie zarabiam, stawiając na rozwój swojego projektu zamiast pracować jako senior developer na etacie. Jakie to są kwoty i o ile przebijają wyżej wymienione to już sobie sprawdźcie sami 😛

Odpoczynek

To jest temat, który muszę rozpracować w najbliższym czasie. Bo ostatnie miesiące to była praca ciągle po nocach, mało snu, super zorganizowanie, wycięcie wszelkich rozrywek. Ja tak lubię, lubię ciężko pracować i mam radość z tego, że jestem zajęta, ale:

Odpoczynek nie jest lenistwem.
Potrafić odpoczywać to wielka umiejętność życia.
Odpoczynek jest sposobnością ku temu,
aby człowiek stał się mądrzejszy, lepszy, mocniejszy.
Odpocząć nieco to znaczy:
nauczyć się lepiej patrzeć, lepiej słyszeć, lepiej mówić.

Więc pora wyedukować się też i w odpoczywaniu. Pamiętajcie o tym. Łatwo jest zapędzić się w konieczności, stracić cierpliwość, stać się szorstką i poddenerwowaną, spiąć wszystkie mięśnie, przestać dobrze sypiać, a nawet przestać zauważać, że to wszystko się dzieje. A nasze ciało pamięta. I po co nam to?

Dobrych wakacji! Owocnej pracy! Dobrego życia! I programistycznego podejścia! 🙂

Cytat pochodzi z homilii biskupa Zawitkowskiego, który obecnie w stanie ciężkim przebywa w szpitalu. Lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Link do homilii: Odpocznijcie nieco. Dzięki za podesłanie, Olu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *